Moja ulubiona koszula vintage // #fastfashion refleksje

Dzień dobry bardzo w ten piękny słoneczny sobotni poranek! Mam nadzieję, że spaliście lepiej niż ja, choć pierwsza kawka już mi trochę pomogła rozpocząć ten dzień. Dziś chciałabym krótko, co u mnie nie jest najłatwiejsze do wykonania jak wiecie. Bardzo bym chciała dzisiejszym wpisem zainspirować was do nietypowej, acz ostatnio bardzo na czasie refleksji nad swoją szafą. I nie mam tu oczywiście na myśli mebla lecz jego zawartość. Pominę te wszystkie morały o porządkowaniu, ograniczaniu ilości ubrań itp. skupiając się na tu i teraz czyli naszych przyszłych wyborach zakupowych.

Rzadko o tym mówię, ale muszę wam zdradzić, że ja prawie w ogóle nie kupuję nowych ubrań. Na pewno ułatwieniem jest to, że prowadzę własną markę i automatycznie do mojej kolekcji trafiają niektóre modele zaspakajając mój zakupowy apetyt. Jednak całe projektowanie i marka SOWL urodziła się we mnie właśnie z potrzeby posiadania czegoś innego niż wszyscy, czegoś wyjątkowego. Dlatego postawiłam na limitowane kolekcje, jakość, dbałość o detale i ponadczasowy design. Sama inwestuje tylko w takie rzeczy, które nie wychodzą z mody i wiem, że posłużą mi kilka sezonów, a najlepiej wiele lat.


Tak sobie myślałam o popularnych sieciówkach, dlaczego zakupy tam są tak demonizowane przez eko i slow fashion aktywistów. Interesuje się bardzo tym tematem i doskonale sobie zdaję sprawę z faktów. Kwestie ekologiczne i etyczne są oczywiste. Niektórzy powiedzą – no dobra, ale zaczynają robić też ekologiczne serie, a ludzie maja pracę pomimo warunków, to chyba nie robię nic złego. Nie wiem, nie mi to oceniać, ale chciałam tylko zwrócić waszą uwagę na jedną rzecz. Patrząc na te sklepy z dystansu, na to jaką mają skalę, jak są popularne i ile osób się w nich zaopatruje – czy to co kupisz będzie wyjątkowe? Czy możemy tu mówić o stylu czy raczej tylko o modzie?


Może nie mam w swojej szafie ubrań z najnowszych kolekcji luksusowych domów mody i wiecie co? Wcale ich nie potrzebuję. Dla mnie prawdziwą wartość mają unikalne perełki, które są tylko moje. Z dumą staję przed swoją szafą i wyciągam koszulę przechwyconą od babci, którą ona nosiła jak była młoda (mowa o tej ze zdjęć, moja ulubiona!) lub coś przywiezionego z podróży czy uszytego na życzenie przez krawcową. Wiele rzeczy mam też od swojej mamy czy z drugiej ręki. Moim zdaniem tak właśnie można wypracować swój własny niepowtarzalny styl. Zgadzam się też z tym, że nieważne jak niesamowita będzie Twoja kreacja, żeby wyglądać w niej dobrze musisz się dobrze ze sobą czuć. Czasem impulsywne zakupy są jakąś formą leczenia kompleksów, dowartościowania siebie. Osobiście uważam, że korzystniej jest tą energię poświęcić np. na medytację, spacer po lesie, a jeśli czujesz, że problem leży gdzieś głębiej to sesję u psychoterapeuty. Gwarantuję, że jeśli energia, blask i pewność siebie będą wychodzić od środka to olśnisz wszystkich w swoim starym tiszercie.


Mam nadzieję, że udało mi się was do czegoś zainspirować! Może do pewnych zmian, refleksji lub porządków w szafie? Widzimy się za tydzień, a gdybyście tęsknili to codziennie jestem na Instagramie click. Do zobaczenia, ściskam! K.

Pssst! Zapraszam was na www.SOWLofficial.com, gdzie znajdziecie moją najnowszą kolekcję Madame.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *