Kiedy kobieta ścina włosy to znak, że zamierza zmienić swoje życie

Nie planowałam wpisu o takiej tematyce, ale zainspirowałam się rozmową u fryzjera i oto jestem. Na pozór błahe sprawy, ale wiecie, że nie zawracałabym wam głowy paplaniną bez wartości i przekazu. Może zacznę od mojej historii tak krótko, która posłuży nam za przykład tego co chcę wam pokazać. Otóż odkąd pamiętam nosiłam długie włosy, całe gimnazjum, liceum, potem studia… Dlaczego? Moja mama zawsze chciała żebym miała długie włosy. Ja natomiast zawsze marzyłam bardzo żeby ściąć albo chociaż jakoś znacznie skrócić. Pamiętam, że gdy o tym mówiłam to mama była niezadowolona i namawiała mnie żebym nic nie robiła, że długie włosy są piękne i mi w takich jest tak pięknie. Nie zapomnę jak w liceum koleżanka miała mi obciąć tylko końcówki, a skończyłam z włosami do ramion. Pokazałam się mamie i możecie się domyślić reakcji „Co Ty zrobiłaś najlepszego, dlaczego w ogóle z koleżanką, a nie u fryzjera, Tobie jest najładniej w długich, sama chciałaś teraz masz, bla bla”. Chodziłam kilka miesięcy w związanych, żeby nikt nie widział jakie są na długość. Pomimo to, że miałam piękne i zdrowe włosy wstydziłam się ich. Zapuszczałam je bez końca, nie chciałam już ściąć ani milimetra. Były już do pępka, suche, zniszczone, porozdwajane… No ale przecież długie, czyli piękne 😉 Chodziłam do jednej fryzjerki, bo tylko ona rozumiała, ze 1cm to 1cm nie 10. I nie za często no bo wiecie, każdy centymetr na wagę złota. Czasem nie chodziłam wiele miesięcy do fryzjera i sama sobie wyrównywałam (o ile można to tak nazwać) nożyczkami do papieru takie miałam cudowne pomysły.

Chciałam zwrócić uwagę na to co się zadziało w mojej głowie przez to czego oczekiwała ode mnie mama (Kocham Cię mamo wiem, ze zawsze chciałaś i chcesz dla mnie dobrze:*). Po pierwsze wykazywałam zawsze chęć zmiany i komunikowałam to po czym było mi to wybijane z głowy, wręcz potem kojarzyło mi się z czymś złym. Czego mnie to nauczyło? Strachu przed próbowaniem czegoś nowego i eksperymentów. Gdy przez przypadek skończyłam z włosami do ramion znów spotkałam się z krytyką, nie tyle wyglądu co mojej decyzji, co też nie było za dobre. I tak dalej. Tak to przez przypadek i nieświadomość mamy w dzieciństwie połączyłam długie włosy = ładnie wyglądam = jestem atrakcyjna. Obudziłam się na studiach z długimi włosami w nienajlepszej formie, w których czułam się nie do końca dobrze, nie do końca sobą i zaczęłam zastanawiać się o co chodzi, że do tej pory nie spróbowałam jakiegoś ostrego cięcia i niby chce, ale mam obawy. Szybko połączyłam kropki, gdy na myśl o tym, że chce obciąć włosy pojawił się ścisk w brzuchu – „o boże jak ja to powiem mamie” i „czy nie utracę kobiecości”.

Możecie mi wierzyć lub nie, ale wraz moimi włosami zrzuciłam z siebie o wiele więcej różnego rodzaju ciężarów i dziwnych przekonań. Z long bobem do połowy szyi i uśmiechem na ustach wyszłam z salonu jak nowo narodzona. Dla mnie to obcięcie było jednoznaczne z takim symbolicznym „odcięciem pępowiny”. Gdy przez całe życie słyszałam, że atrakcyjność to długie włosy, musiałam włożyć wiele siły i odwagi w to, by je obciąć i zrozumieć, że nie to definiuje moją kobiecość i wartość. Musiałam znaleźć ją w sobie. To był taki test ode mnie dla mnie pewnego rodzaju autoterapia. Pokazanie się mamie w nowych włosach to było bez słów takie – „Droga mamo, od teraz sama o sobie decyduję. Jestem piękna niezależnie od długości włosów”. Pamiętam, ze okropnie się bałam tego, czy nie utracę poczucia kobiecości wraz z włosami. Musiałam to w sobie przewalczyć. Dziś już wiem, że kobiecość nie ma nic wspólnego z długością włosów, a wiele wspólnego m.in. z naszą osobistą energią, gestami, sposobem wysławiania się, zachowania czy ubioru.

Chciałam, żeby ta historia była metaforą do waszej osobistej sytuacji. Może macie coś takiego, co zawsze chcieliście zrobić, ale były lub są stawiane podobne bariery w waszej głowie? Zawsze warto próbować jeśli coś nie daje nam spokoju. Jeśli się nie spróbuje to nie dowiemy się czy było warto. Nawet jeśli popełnimy błąd to można się na nim uczyć i rosnąć, być bogatszym o doświadczenia. Nie trzeba brać wszystkiego tak całkiem na serio.. warto żyć z przymrużeniem oka i szukać pozytywów. Mam taką swoją niepisaną zasadę na ten nowy rok – daje trochę na luz. I Wam też to polecam.

Hmm.. czuję niedosyt, zdaje się, że nie rzuciłam żadnym cytatem w tym wpisie jak to mam w zwyczaju? Już nadrabiamy 🙂

„If you see beauty in something, don’t wait for others to agree”. 

P.S. Jeśli zatęsknicie to znajdziecie mnie na Instagramie click lub pod mailem kinganowicka.design@gmail.com.

Ściskam Was ciepło, K.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *